30 Maja 1994r., gdzieś w Polsce
Dzień, niby typowy jak na maj, tzn. świeci słońce, ludzie siedzą na ławkach i korzystają z promieni słońca, dzieci karmią gołębie. Nikt nie spodziewał się tego, co się wydarzyło. Nagle, zrobiło się ciemno, jakiś niezidentyfikowany obiekt pojawił się na horyzoncie i zaczął zbliżać się do nas. Ludzie uciekali w popłochu, wszyscy krzyczeli, dzieci płakały ze strachu. Robiło się co raz ciemniej, bo ten obiekt zniżając się unosił dużo kurzu i drobne śmieci, tworząc zawieruchę. Po 10 minutach z ogromnej, okrągłej, latającej maszyny wyszły dziwne, obce postaci, o połowę niższe od ludzi, lecz ich głowy były nadwyraz duże ( mieli dobrze rozwinięte płatu mózgowe). Ich wielkie czarne oczy przypominały strusie jaja, a skóra ich była koloru żółtego, co zaskoczyło niemal każdego. Mieli po 6 palców u nóg i rąk.
Jeden z nich, możliwe że to ich przywódca, skierował swe ślepia w moją stronę i momentalnie powiedział :
- Czy ty być dowódca rasy człowiek ?
- Tak ale w czym mogę pomóc ?
- Ty nam w niczym, ale my wam pomożemy.
- Tak? Ciekawe w czym ?
- Macie wielki problem. Wasza planeta za 30 lat zrobić wielkie BUM! My wam pomożemy i zejdziemy naszymi statkami do jądra wasza planeta i naprawimy.
- To nie możliwe ?!!
- Ależ jak najbardziej.
Po tej rozmowie byłem zaszokowany tym, że oni mówią w naszym języku, nie chcą nam zrobić krzywdy, lecz przeciwnie, wiedzą więcej od nas o naszej planecie i chcą nam pomóc. Od razu postanowiłem porozmawiać o tym z panem prezydentem. Po około 30 minutach w końcu się dodzwoniłem do niego. Niestety prezydent nie chciał mi uwierzyć, według niego opowiadałem o jakiś wymysłach, więc szybko się zorientowałem, że sam muszę podjąć decyzje i dalsze negocjacje z przybyszami.
Myśl, że byłem jedyną osobą, która mogła w tej sytuacji zadecydować o losach świata, nie pozwalała mi się uspokoić i od razu zacząłem działać. Ta decyzja mnie przerosła mimo to, że wystarczyło powiedzieć krótkie słowo tak lub nie. Postanowiłem zrobić głosowanie wśród mieszkańców Bolesławca, bo tylko oni, wiedzieli o tym, co się stało i rozumieli mnie. Po obliczeniu głosów było 80% na tak i 20% na nie. Gdy już miałem dać pozwolenie obcym by nam pomogli, zauważyłem, że zachowanie kosmitów wcale nie jest przyjazne. Uznałem, więc, że trzeba jak najszybciej pozbyć się UFO. W mieście było zbyt mało ludności by ich pokonać. Wiedziałem, że mój przyjaciel, major Ares, da sobie z nimi radę, ponieważ brał udział w prawie wszystkich tajnych operacjach wojennych. Gdy powiedziałem mu o zagrożeniu zgodził się bez wahania zaangażować i zorganizował ekipę osób, mających równie duże doświadczenie w walce jak on sam. Po 2 dniach zjechali się już wszyscy, lecz nadal było nas nadal zbyt mało, mimo to musieliśmy podjąć walkę. Największym naszym problemem był brak broni. Major Ares miał dostęp do informacji rządowych, z których wywnioskował, że ma niebawem nastąpić duży transport broni i postanowił to wykorzystać. Następnego dnia pojawiliśmy się w miejscu, gdzie miał przejeżdżać pociąg z transportem. Czekaliśmy na niego pół dnia, jak się później okazało, był to zmarnowany czas, ponieważ pociąg się wykoleił na początku swojej trasy. W związku z tym walczyć tym co mamy w domach, a mianowicie; siekierami. widłami, tyczkami itp. Po 30 minutach wszyscy zebrali się na placu głównym przed ratuszem, z własną bronią. Po tym, jak major Ares objaśnił taktykę wyruszyliśmy na miejsce przebywania nieproszonych gości. Na miejscu, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, obcych już nie było. Gdy już wszyscy zwątpili, że znajdziemy kogokolwiek , ujrzeliśmy jednego z nich chowającego się przed nami. Na początku wszyscy zaczęli się uśmiechać i sam nie wiem kiedy, ludzie z pierwszego rzędu rzucili się na niego i zabili go bez litości.
Jego zwłoki zabraliśmy do analizy, by dowiedzieć się jak i z czego są oni zbudowani. Doktor Hades po dokładnych oględzinach stwierdził, że nie może zidentyfikować substancji, z jakiej są oni zbudowani, lecz dostrzegł, że zamiast kości mają chrząstki. Wydało mi się to dziwne, lecz to w końcu obcy. Od tej wstrząsającej odpowiedzi doktora, nie minęła chwila gdy nadleciały setki krążków, a może trafniej stwierdzić że były to lądowniki z których wysiadali obcy z dziwną bronią. Była ona mała, krótka, i strzelała zielonymi wiązkami lasera. W mgnięciu oka zaczęli do nas strzelać. Ponieważ byłem wtedy za to odpowiedzialny postanowiłem okryć się w podziemiach. Po 30 dniach jęki niedobitych ludzi ucichły i w tym momęcie postanowiłem wyjść z ukrycia.
Teraz, gdy już minęły lata od tej wielkiej katastrofy mogę obiektywnie przeanalizować całą sytuacje. Domyślam się, że ten zmasowany atak obcych był wynikiem zemsty. Oni chcieli pomścić śmierć jednego ze swoich. Zastanawiam się, czy nie można było inaczej zakończyć całego spotkania. Może gdybyśmy zaczęli negocjacje z nimi, to koniec byłby dla nas mniej drastyczny. Staram się uspokoić swoje sumienie myśląc, że nie miałem takiej mocy sprawczej, by powstrzymać ludzi, przed tak bestialskim i wręcz nieludzkim mordem.
Po dłuższych przemyśleniach dochodzę do wniosku, że nie należy robić innym, tego, co dla nas jest nie miłe i nie dobre, bo takie postępowanie zemści się na nas ze zdwojoną siłą.
Raport:
100 tys. ludzi zamordowanych w walce, 25 tys. osób zmarłych w wyniku skutków powojennych. Miliony rannych i poszkodowanych.
hmmm jak na pierwszy syf, to jest świetny, ale już czekam na kolejne :-D
OdpowiedzUsuń